Publikacje


Zawód rekruter. Blaski i cienie

2024-05-16


Jak na przestrzeni ostatnich lat zmienił się rynek pracy, a wraz z nim rola rekrutera? W jakim zakresie zawód rekruter jest taki sam, jak kiedyś, a w jakim się różni? Czy wymagania i oczekiwania wobec rekrutera wzrosły? Jakie są blaski i cienie zawodu rekruter? Przeczytacie o tym w najnowszym felietonie HSK.

Zawód reporter czy rekruter?

Jest taki stary film pod tytułem: Zawód reporter. Reporter zmęczony swoim zawodowym i osobistym życiem postanawia je zmienić. Przypadkiem natrafia w cichym hotelu w Afryce na ciało zmarłego biznesmena. Zamienia zdjęcia w paszportach i przyjmuje jego tożsamość, uśmiercając samego siebie. 

Pomyślałam o tym filmie w kontekście kompetencji rekrutera. Oczywiście w tym przypadku nie jest tak dramatycznie jak w filmie, ale zawód ten wymaga trochę wejścia w inną rolę, inne buty, skoncentrowania się w 100% na kandydacie, z którym się rozmawia. Jednocześnie należy spojrzeć na kandydata przez pryzmat swojej „tożsamości”, czyli całej swojej wiedzy, umiejętności, kompetencji i doświadczenia, które się ma, żeby właściwie czy jak najlepiej dopasować kandydata do stanowiska. 

Ta rola rekrutera się nie zmieniła. Nadal jego głównym zadaniem jest dopasowanie człowieka do stanowiska. Natomiast dziś rekruter musi być o wiele bardziej proaktywny, kreatywny i pomysłowy niż lata temu. A czy ma coś z reportera? Tak, musi mieć jego wnikliwość, umiejętność słuchania, empatię, rzetelność, obiektywizm.

Ile jest zawodów w Polsce? 

W Polsce mamy 361 zawodów regulowanych, czyli takich których wykonywanie jest uzależnione od spełnienia wymogów określonych w przepisach danego państwa członkowskiego Unii Europejskiej. W systemie kształcenia zawodowego w Polsce możliwa jest nauka w 238 zawodach. Czy możliwe jest kształcenie w zawodzie rekrutera? Typowych studiów w tym zakresie nie ma. 

Z historii zawodu rekrutera

Początki branży rekrutacyjnej to połowa lat 90-tych ubiegłego wieku, czyli ok. 30 lat temu. Moje początki w branży HR i tym samym w rekrutacjach sięgają 20 lat wstecz. To czasy, kiedy na jedno stanowisko wpływały setki CV, a praca rekrutera sprowadzała się głównie do zamieszczania ogłoszeń o pracę i selekcji CV, w których można było przebierać jak w ulęgałkach. Tylko, że wówczas stopa bezrobocia wynosiła nawet 20%. Na obecnym rynku pracy wynosi ona 2,9%, a Polska wraz z Czechami zajmuje pierwsze miejsce wśród krajów UE z najniższym poziomem bezrobocia. 

Tak więc czasy z podejściem pracodawcy na zasadzie „na Twoje miejsce są setki innych” raczej już nie wrócą. Zwłaszcza, że dziś można pracować zdalnie z każdego zakątka świata.

„One MBA everyday”

Jeden dyplom dziennie. Przychylam się do tego powiedzenia, które funkcjonuje w firmie Grafton (https://wyzwaniahr.pracuj.pl/kompendium-hr/rekruter-zawod-ktory-przeszedl-rewolucje/). Przyznam, że pracując wiele lat w jednym miejscu nie miałam wiedzy o istnieniu wielu firm. Zawód rekruter wymaga poznania wielu branż, firm i specyfiki pracy na danym stanowisku. Niewątpliwie więc jest to zajęcie bardzo kształcące i rozwijające znajomość rynku pracy.

Kim jestem?

Z wykształcenia psycholog, z zawodu rekruter, choć rekrutera nie ma na liście zawodów (https://www.aplikuj.pl/zawody). Zresztą podobnie jak psychologa. W Polsce, co prawda obowiązuje od 2006 roku ustawa o zawodzie psychologa i samorządzie zawodowym psychologów uchwalona w 2001 roku, ale wciąż jest ustawą martwą. Nigdy nie wydano do niej przepisów wykonawczych i nie powołano samorządu psychologów. No i jak tu nie mieć skojarzeń z bohaterem filmu Zawód reporter? 😉

Jak wygląda dzień pracy w zawodzie rekruter?

Dzień pracy rekrutera wypełniony jest rozmowami i spotkaniami: z klientami, kandydatami, partnerami biznesowymi z portali pracy, biur karier, urzędów. Dziesiątki, setki rozmów, talk, talk, talk…

6.30 - pobudka. 8.00 - spotkanie z kandydatem. Przygotowania, kawa, śniadanie będzie po spotkaniu. Jeszcze rzut oka na przeczytane wcześniej CV, informacje o firmie, o ofercie pracy. Chwilę przed 8.00 logowanie, bo spotkanie jest online. Niestety na marne, bo kandydat się nie pojawił. To jeden z cieni zawodu rekruter. Jakie są inne? Ogromna odpowiedzialność ze decyzje rekrutacyjne: kogo zaprosić do procesu, kogo odrzucić, kogo zarekomendować pracodawcy? Inne cienie to mierzenie się z bardzo dużymi oczekiwaniami ze strony klientów, którzy czasem zakładają, że jako agencja rekrutacyjna mamy worek bez dna z idealnymi kandydatami, niezadowoleniem z tzw. „jakości” kandydata (posłuchaj naszego krótkiego filmiku na ten temat na Youtube link), bardzo często z odmową.

 Rekrutacje w liczbach

Z HSK (O NAS) pracuję trzeci rok. W tym czasie odbyłam 850 spotkań z kandydatami, średnio 30 spotkań w miesiącu, 125 osób zostało zatrudnionych, a procesów rekrutacyjnych zostało zrealizowanych 212. Ta statystyka pokazuje, że zawód rekruter wymaga ciągłych rozmów, spotkań, analiz, decyzji.

Blaski zawodu rekrutera 

Niewątpliwie do blasków tego zawodu można zaliczyć wdzięczność kandydata, zadowolenie pracodawcy, satysfakcję z fajnej rozmowy, radość z zamkniętego skutecznie procesu rekrutacji. To chyba daje największą motywację do podejmowania działań w kolejnych procesach.

Lista blasków i cieni zawodu rekruter z pewnością nie jest wyczerpana. Czy warto iść tą drogą mimo zakrętów i zwątpień? Każdy rekruter musi odpowiedzieć sobie na to pytanie sam. W każdym razie, jak powiedział Dale Carnegie, amerykański pisarz z zakresu psychologii i historii “W dwa miesiące możesz zdobyć więcej przyjaciół, interesując się innymi ludźmi, niż w ciągu dwóch lat, usiłując zainteresować sobą innych”.

Zapraszam też do lektury felietonu Pac, pac, plum! Czy rekruter ma czarodziejską różdżkę?

Autor: Dorota Binasiak Ekspert ds. Rekrutacji

Publikacje


O mój rozmarynie, rozwijaj się. Co jest ważne w rozwoju pracownika w firmie?

2024-04-26


Rekrutacja zakończona. Kandydat wybrany. Warunki zatrudnienia ustalone. Radość po obu stronach, pracodawcy i przyszłego pracownika. Czas na przygotowania: miejsce w firmie, stanowisko pracy, badania wstępne, itp. I wreszcie pierwszy dzień wyczekanej, może wymarzonej pracy. Od czego zależy, czy nowy pracownik rozwinie w niej skrzydła, czy będzie zadowolony, czy będzie chciał zatrzymać się w firmie na lata? Przeczytajcie felieton, który powstał z pomysłu jednego z naszych klientów.

Rozwój - słowo wytrych

Brak rozwoju w firmie to jeden z najczęstszych powodów zmiany pracy przez pracowników. Jest to jednak pojęcie bardzo obszerne i dla każdego co innego może oznaczać. Dla jednych to rozwój pionowy, czyli awans, dla innych poziomy, czyli np. rozszerzenie zakresu obowiązków, a dla kogoś nauka czegoś nowego. Warto więc zastanowić się nad tym, czym dla Ciebie jest rozwój? Co takiego musi mieć miejsce, żebyś miał poczucie, że się rozwijasz?

70 20 10

Nie, to nie wymiary idealnej sylwetki 😉 Te liczby odnoszą się do modelu planu rozwojowego. Pracownicy często narzekają, że w firmach nie ma szkoleń, że pracodawcy nie inwestują w ich rozwój. Za to w momencie, kiedy są zapraszani na szkolenia, nie znajdują na nie czasu. Przyczyny mogą być różne. Szkolenia mogą np. nie trafiać w ich potrzeby. Warto natomiast pamiętać o zasadzie 70 20 10, która oznacza, że 70% wiedzy pracownika pochodzi z praktyki, 20% z informacji zwrotnych, a tylko 10% z nauki, kursów i szkoleń.

Barometr uczuć

Załóżmy, że wsadzasz w ziemię jakąś roślinę, dajmy na to różę (skojarzenia z różą z „Małego Księcia” Antoine’a de Saint-Exupéry’ego właściwe). Sprawdzasz, jak się ma, podlewasz, nawozisz, osłaniasz, jeśli przychodzi mróz. Wyobraź sobie, że pracownik jest taką różą. Sprawdzaj na bieżąco jak się ma, czy rozkwita, czy się rozwija, czy ma się dobrze. A może dopadła ją jakaś zaraza, może zaczyna „więdnąć”? Może trzeba zaaplikować jakiś nawóz czy „lekarstwo”? Róże przecież podlewasz systematycznie i pewnie nie zastanawiasz się, czy musisz to robić. Tak, jak barometr pozwala przewidzieć nagłe zmiany pogody, tak Ty, pracodawco sprawdzaj na bieżąco, jak wygląda „barometr uczuć” ze strony pracownika (Twojej róży), żeby nie przegapić tego momentu, kiedy róża zwiędnie i nic już jej nie uratuje.

O mój rozmarynie, rozwijaj się

O mój rozmarynie, rozwijaj się
Pójdę do dziewczyny, pójdę do jedynej
Zapytam się.

A jak mi odpowie: nie kocham cię
Ułani werbują, strzelcy maszerują
Zaciągnę się.

To fragment jednej z najpopularniejszych pieśni patriotycznych, która powstała w 1915 roku. Pieśń jest znana również pod tytułem „Rozmaryn”, co w wierzeniach ludowych jest oznaką miłości i wierności. Słowa tej pieśni posłużyły mi jako metafora sytuacji pracownika w firmie. Pójdę do dziewczyny (firmy), ale jeśli mnie nie pokocha (nie obdarzy mnie miłością, nie podaruje mi uwagi, uznania, troski, docenienia) - ułani werbują, strzelcy maszerują (inne firmy szukają), zaciągnę się (pójdę gdzieś indziej, do innej firmy). Prosty przekaz w prostych słowach.

Skoczkowie

„Gdy praca, którą wykonujesz, nie daje ci radości, a tylko pieniądze, to jesteś śmiertelnie ubogi” (cytat ze strony 4grow).

Czy pracownicy sami z siebie chcą zmieniać często pracę? Co kilka miesięcy, rok czy dwa zaczynać od nowa i przechodzić ten sam etap? Raczej nie, poza wyjątkami - niespokojnymi duchami, które nie potrafią na dłużej nigdzie zagrzać miejsca. Ostatnio rozmawiałam z kandydatem, który powiedział, że to nie jest dla Niego fajne tłumaczyć się podczas każdej rozmowy o pracę, dlaczego tak często ją zmienia. 

A ja zwykle mówię, że nie zawsze ta ścieżka zawodowa układa się tak, jakbyśmy chcieli, nie każdy może w jednej firmie przepracować -naście czy -dziesiąt lat. Rekordzistką, którą znam jest bardzo bliska mi osoba, która pracuje 34 lata w jednym miejscu. Zapytana przeze mnie jakie są powody takiego stażu odpowiedziała: firma jest stabilna, zapewnia dobre warunki zatrudnienia, lubię swoją pracę, która jest ciekawa, nie jest monotonna, no i cały czas coś się dzieje. Żeby przepracować w jednym miejscu tyle lat, wszystkie te puzzle muszą tworzyć jedną układankę.

Szanujmy się

Pomysłodawca tego felietonu zwykł mawiać na okoliczność różnych sytuacji „szanujmy się”. Zawsze się uśmiecham do tego określenia. Jest takie naturalne, proste, choć w życiu różnie bywa z tym wzajemnym szacunkiem. 

Pracodawco! Dbaj o rozwój „róży”, którą oswoiłeś, cytując „Małego Księcia”. Pracowniku! Pamiętaj, że „ktoś siedzi dziś w cieniu, bo ktoś dawno temu posadził drzewo” (Warren Buffett). Ty też doceń swojego pracodawcę, ogrom pracy i wysiłku, który włożył, żeby firma powstała i cały czas się rozwijała. O mój rozmarynie (pracowniku i pracodawco), rozwijaj się…

Przeczytaj też felieton Nigdy nie jest za późno…, czyli o pracodawcy marzeń

Autor: Dorota Binasiak Ekspert ds. Rekrutacji

Publikacje


„U mnie słowo droższe pieniędzy”. O dotrzymywaniu obietnic w biznesie

2024-04-12


Tytułowy cytat to słowa Kazimierza Pawlaka, bohatera komedii Sylwestra Chęcińskiego „Sami swoi”. Miały być rękojmią rzetelności i dotrzymywania danego słowa. Minęło 57 lat od premiery filmu, który powstał w 1967 roku. Czy obecnie, w relacjach biznesowych tytułowe słowa mają taką samą wartość jak dla Pawlaka? Obietnica w biznesie - przeczytajcie więcej.

Prezent pod choinkę

Wyobraźmy sobie, że obietnica dana komuś jest jak prezent pod choinkę. Jeśli nie dotrzymujesz obietnicy to tak jakbyś nie dał komuś prezentu. 

Na stronie Małgorzaty Ohme, dziennikarki, prezenterki telewizyjnej i psychologa można przeczytać historię z życia prywatnego, kiedy to obiecała 2-letniemu wówczas synowi, że w święta ulepią bałwana. Pogoda i brak śniegu sprawiły jednak, że nie było to możliwe. W wigilijny poranek Pani Małgorzata kupiła więc 400-500 sztuk białych, plastikowych kubków. To z nich powstał bałwan, a kule można było nawet turlać (albo kulać jak mówi się w gwarze śląskiej) po podłodze. Ten przykład pokazuje, że dotrzymywanie obietnic, mimo przeciwności losu jest możliwe. I bardzo ważne. Buduje bowiem zaufanie i naszą wiarygodność. Ale nie tylko. Buduje też nasze poczucie własnej wartości jako osób słownych, dotrzymujących obietnic.

Zasada większości 

W kalendarzu na dany dzień zaplanowane zadania, w tym obiecana kandydatom informacja zwrotna. Zadzwoniłam do większości osób z listy, dajmy na to 9 osób, została jedna. Czy powinnam być zadowolona, że wykonałam większość zadań, przecież tyle dziś zrobiłam. No tak, tylko ta jedna osoba też czeka na mój telefon. Dla niej nie ma znaczenia, że zadzwoniłam do większości. To tak jak w powiedzeniu o mrówce i słoniu. Czasem nie ma znaczenia, że przepchnąłeś przez przeszkodę słonia, skoro mrówka została. Przecież obiecałeś i mrówce. 

Dlaczego nie dotrzymujemy obietnic? 

Po pierwsze, jeśli w naszej hierarchii wartości dane komuś słowo nie stanowi istotnego czynnika, jeśli nie przywiązujemy wagi do danego słowa, to nie będziemy również przywiązywać wagi do dotrzymania tego słowa. 

Po drugie, bardzo ważną rolę odgrywa empatia, czyli zdolność współodczuwania emocji innych osób (nie, empatia to nie zupa z Azji - powiedzenie zapożyczone od znajomej 😉). W kontekście procesu rekrutacji, jeśli obiecałeś wrócić do kandydata z informacją zwrotną, to pomyśl, że ta osoba na to czeka, pomyśl, że jeśli tego nie robisz wpływa to na emocje i uczucia kandydata, ale też opinię o Tobie, firmie, standardach i kulturze danej organizacji. Dotrzymywanie słowa pokazuje ludziom, że cenisz ich uczucia. Jest na to co najmniej kilka sposobów, o czym w dalszej części felietonu. 

Po trzecie, w dzisiejszym świecie, kiedy często gonimy w piętkę, chcąc zdążyć z zaplanowanymi zadaniami powodem niedotrzymania obietnicy w umówionym terminie może być po prostu brak czasu. Jest na to anglojęzyczne określenie, time-poverty, czyli ubóstwo czasu. Nie jest to usprawiedliwienie, ale jest to powód.

Co robić, żeby dotrzymywać obietnic?

Po pierwsze, realnie szacuj czas obietnicy. Jeśli wiesz, że może Ci się nie udać odpowiedzieć w umówionym terminie, podaj przedział czasowy, a nie konkretny dzień czy godzinę, np. odpowiem w ciągu tygodnia, a nie za 2 dni, zadzwonię do południa, a nie rano (dla tych, którzy czasu nie liczą - do południa oznacza do 12.00 😉). Na marginesie - zawsze rozbawia mnie określenie „do obiadu” 😊

Po drugie, choć to może mniej biznesowe i eleganckie zachowanie, natomiast moim zdaniem lepiej powiedzieć kandydatowi: jeśli nie odezwę się do końca tygodnia, będzie to oznaczać, że nie możemy Cię zaprosić do dalszego etapu procesu rekrutacji. Lepiej tak niż obiecać odpowiedź, a nie dotrzymać słowa. 

Po trzecie, jeśli wiesz, że coś może stanąć na przeszkodzie, nie mów, że na pewno się odezwiesz, tylko, że postarasz się odezwać w danym terminie. Myślę, że za bardzo ulegliśmy semantyce, że nie należy mówić „postaram się, spróbuję”, tylko „zrobię”. Według mnie nie ma nic złego w tym, że mówimy „postaram się”. W tym określeniu są ukryte dobre intencje. Postaram się, czyli dołożę wszelkich starań, będę chciał to zrobić, zrobię wszystko, co w mojej mocy, ale może się tak stać, że coś mi w tym przeszkodzi. To nie jest asekuracja, to jest świadome wzięcie pod uwagę okoliczności, które mogą mieć wpływ na złożoną obietnicę. Przecież nawet powiedzenie „rzucać słowa na wiatr” oznacza obiecywać coś w sposób nieodpowiedzialny, bez chęci albo możliwości dotrzymania słowa. 

Dlatego, drogi kandydacie uczestniczący w procesie rekrutacji, weź pod uwagę, że nie zawsze ma się wpływ na przebieg zdarzeń. Czasami wydarza się coś, co w ułamku sekundy zmienia sytuację. Podobny apel kieruję do pracodawcy.

Po czwarte, pomyśl, że „obietnice są jak płaczące niemowlęta w teatrze; należy je natychmiast realizować” (autor: Norman Vincent Peale). W teatrze, jak w teatrze, ale co dopiero w samolocie (znam z autopsji, ostatnio leciałam samolotem słuchając przez 5,5 godziny płaczu dziecka). A jak wiadomo wtedy raczej nie bardzo jest gdzie wyjść 😉 

U mnie słowo droższe pieniędzy

Jedno z najpiękniejszych zdań, które usłyszałam od kandydata - zwycięzcy jednego z procesów rekrutacyjnych brzmiało: może Pani na mnie liczyć.Niezależnie, czy dana obietnica będzie kojarzyła Ci się z prezentem pod choinką, z płaczącym dzieckiem w teatrze (albo samolocie), sympatycznym Pawlakiem czy znajdziesz na nią inną metaforę, dotrzymuj danej obietnicy. Bo lepiej być słownym niż nie, prawda?

Przeczytaj też artykuł Zadzwonimy do Pana
Autor: Dorota Binasiak Ekspert ds. Rekrutacji

Publikacje


Pac, pac, plum! Czy rekruter ma czarodziejską różdżkę?

2024-03-14


Czasami oczekiwania pracodawcy wobec kandydata, a tym samym rekrutera nie do końca przystają do rzeczywistości i nie uwzględniają dynamicznych zmian ostatnich lat na rynku pracy. Są trochę jak marzenia księżniczki o księciu na białym koniu. Pac, pac, plum i wróżka (czytaj rekruter) za dotknięciem czarodziejskiej różdżki ma zamienić kandydata w księcia. A jaką w takim razie moc ma rekruter?

Król Midas

Jak powszechnie wiadomo król zasłynął z tego, że zamieniał wszystko, czego się dotknął w złoto. I choć chciałoby się, żeby kandydat w to złoto został zamieniony, takiej mocy król Midas rekruterom nie przekazał. Myślę, że chętnych byłoby więcej.

Co wspólnego mają płytki łazienkowe z kandydatem do pracy?

Wyobraź sobie taką sytuację, w której chcesz położyć lub wymienić płytki w łazience. Co robisz? Zastanawiasz się, jakie płytki będą pasowały do Twojej łazienki? Do ścian, sufitu, lustra, dekoracji. Jaki powinny mieć kolor, strukturę, wielkość, grubość? Przeglądasz w internecie strony sklepów, oglądasz katalogi produktów. A może wcale nie robisz takiego rozeznania? Może idziesz do sklepu i wybierasz te, które wpadną Ci w oko? A jeśli wybrałeś się na zakupy w poszukiwaniu odpowiednich płytek, do ilu sklepów zajrzysz? W dużych miastach sklepów z ceramiką, wielkopowierzchniowych, jak i małych może być 50, 100, może więcej. Czy odwiedzisz wszystkie sklepy zanim kupisz płytki?

Do czego zmierzam? Jak zwykle, do porównania z procesem poszukiwania kandydatów. Czy prowadząc proces rekrutacyjny i szukając kandydata „wchodzimy do wszystkich sklepów”? (używając metafory). Czy, jeśli nie „odwiedzimy wszystkich” mamy poczucie, że nie wybraliśmy odpowiedniego? Gdyby w ten sposób podejść do procesu rekrutacji, nigdy nie znajdziemy kandydata, który będzie tym prawie idealnym. Może za bardzo ulegliśmy reklamie o tym, że „prawie robi wielką różnicę”? Może wybór prawie idealny jest lepszy od żadnego? 

Wracając do płytek albo paneli podłogowych. Dawno temu kupiliśmy do domu panele, które nie były z górnej półki, ani cenowej, ani jakościowej pewnie. Wyszliśmy z założenia, że posłużą kilka lat i wymienimy je na inne, lepsze. Służą do dziś, choć minęło kilkanaście lat i przeżyły naszego śp. Wujka, który je kładł. Jaki stąd wniosek dla procesu rekrutacji? Czasem warto postawić na kandydata, który nie jest idealnie dopasowany do stanowiska. W poszukiwaniu „Świętego Graala” można zgubić wartościową i zmotywowaną do pracy osobę, która może przez wiele lat robić dobrą „robotę”.

Ilu kandydatów zaprosić do procesu rekrutacji?

Uczestniczyłam kiedyś sama jako kandydat w procesie rekrutacyjnym, w którym rekruterka powiedziała w trakcie rozmowy, że spotka się minimum z 50. osobami nim wybierze tę właściwą. Czy jednak liczba kandydatów, z którymi się spotykamy gwarantuje wybór właściwego kandydata? Niekoniecznie. Nie zawsze statystyka jest gwarantem, zwłaszcza jeśli szukamy kandydata na bardzo wyspecjalizowane stanowisko. Takie podejście może być związane z psychologicznym efektem perfekcjonisty, który polega na wypaczeniu nieidealnych rozwiązań. Może być to kwestia koncentracji na brakach, a nie zasobach, czyli na tym, czego kandydat nie ma, a nie na tym, co ma. W tej sytuacji właściwy może być fokus na kompetencje, które są najistotniejsze niż szukanie wszystkich z listy.

Czym jest moja czarodziejska różdżka?

Początkiem i końcem mojej czarodziejskiej różdżki rekrutera jest praca, praca, praca… Rdzeniem wiele elementów: wykształcenie i wiedza psychologiczna, znajomość metodologii Insights Discovery (o tym w następnym felietonie), wieloletnie doświadczenie HR, szybkość działania, umiejętność selekcji CV kandydatów, dostrzeganie potencjału, czytanie między wierszami, niepatrzenie stereotypami, stały kontakt z kandydatem i pracodawcą, dotrzymywanie obietnic, przekazywanie informacji zwrotnej i na czas, szacunek, empatia, zaangażowanie, dobre intencje, „bycie człowiekiem”… Czy to wystarczy, żeby wybrać i zarekomendować najlepszego kandydata na dane stanowisko? Odpowiedź pozostawiam Czytelnikom. 

W zamian za moją czarodziejską różdżkę proszę pracodawcę o jedno - danie sobie i kandydatowi szansy na poznanie się. A, że nie zawsze, mimo najszczerszych chęci i dołożenia wszelkich starań z mojej strony, kandydat będzie odpowiedni dla pracodawcy to już wynik innych czynników, nie czarodziejskiej różdżki.

Pracodawco! Jako rekruter nie mam magicznej mocy (choć bardzo bym chciała), która sprawiłaby, że kandydat stanie się idealny. Mogę natomiast zagwarantować Ci, że zawsze wkładam w swoją pracę w poszukiwaniu najlepszego kandydata całą swoją wiedzę, fachowość, profesjonalizm, zaangażowanie i serce. Wierz mi, że tak samo jak Tobie, a może nawet bardziej, zależy mi na tym, żeby kandydat spełnił Twoje oczekiwania, żeby był dobrym pracownikiem. I wierz mi, że tak samo, jak Tobie, a może nawet bardziej, niefajnie jest słyszeć, że ktoś nie pasuje, nie sprawdza się albo rezygnuje z pracy po paru miesiącach.

Kandydacie! Weź odpowiedzialność za swoje decyzje. Jeśli zgłosiłeś się do procesu rekrutacyjnego, to zrobiłeś to przecież z jakiegoś powodu. Jeśli zostałeś zwycięzcą, zachowuj się jak zwycięzca, a nie rezygnuj, kiedy bieg dopiero się zaczął.

W pewnym sensie można na tytułowe pytanie odpowiedzieć: TAK. Natomiast mimo czarodziejskiej różdżki, rynek pracy jest, jaki jest i nie można na to przymykać oczu. Czasem rekruter nie może „dostarczyć” pracodawcom księcia na białym koniu. Jak mawiał klasyk „no skąd wezmę, jak nie mam”. Pac, pac, plum!

Przeczytaj także bajkę o idealnym kandydacie do pracy

A jeszcze w marcu felieton o tym, w czym może Ci pomóc metodologia Insights Discovery.

Autor: Dorota Binasiak Ekspert ds. Rekrutacji

Kontakt

tel. biuro: +48 22 864 32 37
email: biuro@hsk.waw.pl

HSK Consulting Sp. z. o. o
ul. Renesansowa 7B
01-905 Warszawa

Newsletter

Jeśli chcesz otrzymywać informacje o nowościach i promocjach, podaj swój e-mail.

Twoje dane będziemy przetwarzać zgodnie z naszą polityką prywatności.