Kategoria: Publikacje
Publikacje
Kandydatko, kandydacie – łapcie okazję! 10 wskazówek od rekruterki, które mogą zdecydować o wyniku rozmowy kwalifikacyjnej
2026-07-30
Minęły dwa lata od publikacji felietonu „Co ma wspólnego pomidor z rozmową rekrutacyjną? 10 rzeczy, których kandydat nie powinien mówić podczas rozmowy rekrutacyjnej”. Nadal słyszę podczas rozmów te same zdania, obserwuję podobne błędy i widzę, jak często drobiazgi decydują o tym, jakie wrażenie pozostawia po sobie kandydat. Tym razem wracam z kolejnymi wskazówkami, które wynikają z doświadczeń zebranych podczas setek rozmów rekrutacyjnych. To dziesięć praktycznych rad. Z praktyki. Z życzliwości. Z serca.
Dobra rozmowa zaczyna się na długo przed pierwszym pytaniem
Rozmowa rekrutacyjna kojarzy mi się z przedstawieniem teatralnym. Tylko czy spektakl zaczyna się w chwili, gdy kurtyna idzie w górę? Czy może znacznie wcześniej – gdy aktor uczy się roli, a widz zajmuje miejsce na widowni?
Podobnie jest z procesem rekrutacji. Choć kandydat i rekruter spotykają się dopiero podczas rozmowy, pierwsze wrażenie powstaje jeszcze przed nią. Liczą się sposób komunikacji, zaangażowanie, przygotowanie, znajomość firmy i ogłoszenia, punktualność oraz odpowiedni strój.
W teatrze o sukcesie przedstawienia decyduje nie jeden moment, lecz całość – przygotowanie, wejście na scenę, kontakt z publicznością i konsekwencja w odgrywaniu roli. W rekrutacji jest podobnie. O wyniku rozmowy często przesądzają nie kompetencje, lecz drobne potknięcia, które wpływają na odbiór kandydata.
Dlatego przygotowałam listę dziesięciu błędów, które najczęściej odbierają kandydatom szansę na zrobienie dobrego wrażenia. Większości z nich można łatwo uniknąć – wystarczy wiedzieć, na co zwrócić uwagę.
- Mówisz: „Wszystko jest w moim CV”.
Gdyby decyzję o zatrudnieniu można było podjąć wyłącznie na podstawie CV, rozmowy rekrutacyjne nie byłyby potrzebne. Dokument nie pokaże w pełni Twojego doświadczenia, sposobu myślenia, motywacji ani tego, czego szukasz w nowym miejscu pracy. Podczas rozmowy wracam do informacji z CV, dopytuję o szczegóły i proszę o przykłady. Czasem słyszę: „Jak przeczytała pani w moim CV”. Tylko skąd pewność, że właśnie ten fragment zwrócił moją uwagę? Być może chcę coś doprecyzować albo po prostu usłyszeć tę historię z Twojej perspektywy. Nie zakładaj, że CV wykona całą pracę za Ciebie. Rozmowa rekrutacyjna służy temu, by wyjść poza to, co zapisano w dokumencie.
- Mówisz: „Nie szukam pracy, tylko się rozglądam”.
Serio? To dlaczego spotykamy się na rozmowie rekrutacyjnej? Z ciekawości? Dla zabicia czasu? Dla „sportu”? Jeśli wysłałeś aplikację i zgodziłeś się na rozmowę, zakładam, że coś Cię w ofercie zainteresowało. Kiedy więc słyszę: „Nie szukam pracy, tylko się rozglądam”, zastanawiam się, co tak naprawdę kandydat chce przekazać. Samo sformułowanie może zabrzmieć tak, jakby spotkanie było przypadkowe i nie do końca potrzebne. Nawet jeśli masz pracę i nie stoisz pod przysłowiową ścianą, coś przecież sprawiło, że usiadłeś przy tym stole. Czasem ktoś jest zadowolony z pracy, ale chce sprawdzić, jakie możliwości daje rynek. „Rozglądanie się” samo w sobie nie jest błędem, tylko sposób zakomunikowania tego może wpłynąć na odbiór kandydata.
- Nie pamiętasz, co napisałeś w CV.
Ekspertem od własnego CV powinien być jego autor. Trudno zrobić dobre wrażenie, gdy rekruter lepiej pamięta treść dokumentu niż kandydat. Podczas rozmowy pytam o doświadczenie, projekt lub umiejętność opisaną w CV, a w odpowiedzi czasem słyszę: „Muszę to sprawdzić” albo „Nie pamiętam, co tam dokładnie napisałem”. Nie musisz pamiętać każdego szczegółu, ale jeśli coś znalazło się w Twoim CV, powinieneś wiedzieć, dlaczego tam jest i umieć o tym opowiedzieć. CV nie jest dokumentem, który wysyłasz i odkładasz na bok. To scenariusz Twojego zawodowego przedstawienia, a wychodząc na scenę, warto znać swoją rolę.
- Nie umieszczasz w CV ważnych informacji.
CV to nie jest miejsce na domysły. Jeśli czegoś w nim nie napiszesz, rekruter nie będzie zastanawiał się godzinami, co „autor miał na myśli”. Czasem kandydaci zakładają: „Przecież to oczywiste”. To, co dla Ciebie jest oczywistym elementem Twojej drogi zawodowej, dla osoby po drugiej stronie może być informacją, której po prostu brakuje. Rekruter nie czyta w myślach. Ma tylko to, co mu pokażesz. Twoje CV ma być mapą, która prowadzi do Twojego zawodowego doświadczenia, a nie zagadką do rozwiązania.
- Nie dostosowujesz CV do pracodawcy.
Jedno CV wysłane do wszystkich firm? Można. Ale trzeba robić to z głową. Podczas jednej z ostatnich rozmów rekrutacyjnych na stanowisko w branży medycznej kandydat napisał w CV, że szuka pracy w branży nieruchomości. Drobny szczegół? Być może, ale świadczący o tym, że kandydat nie sprawdził, czy dokument pasuje do oferty. Nie oznacza to oczywiście, że za każdym razem trzeba pisać CV od zera. Jeśli korzystasz z jednego, uniwersalnego CV, zadbaj o to, aby opisywało Twoje kompetencje, doświadczenie i osiągnięcia, a nie wskazywało na zainteresowanie wyłącznie jedną branżą. Czasem nie chodzi o brak kompetencji, tylko o brak uważności.
- Mówisz: „Nie mogę dostosowywać CV do pracodawcy, bo miałbym cały pulpit zajęty”.
To autentyczny cytat z jednej z moich rozmów rekrutacyjnych. Doceniam szczerość. Naprawdę. Czasem rozbraja, czasem wywołuje uśmiech, ale w tej sytuacji nie działa na korzyść kandydata. To zdanie mówi znacznie więcej niż jego autor prawdopodobnie chciał przekazać. Pracodawca chce czuć, że nie jest jednym z kilkudziesięciu przypadkowych adresatów Twojej aplikacji. Nawet niewielkie dopasowanie CV pokazuje, że potraktowałeś proces rekrutacji poważnie. A to zawsze robi lepsze wrażenie niż najbardziej błyskotliwy żart.
- Na starcie pytasz o nadgodziny.
Są pytania, które podczas rozmowy rekrutacyjnej potrafią zapalić w głowie rekrutera żółtą, a czasem nawet czerwoną lampkę. Jednym z nich jest pytanie o nadgodziny – szczególnie wtedy, gdy pojawia się jako jedyne pytanie ze strony kandydata. Problemem nie jest samo pytanie, ale moment, sposób i kontekst, w jakim pada. Jeszcze dobrze nie poznałeś firmy, zespołu, obowiązków ani tego, co pracodawca ma do zaoferowania, a pierwsza rzecz, o którą pytasz, to czy będziesz musiał pracować dłużej. Najpierw pokaż zainteresowanie rolą, zespołem i firmą. O warunki pracy, w tym czy pojawiają się nadgodziny, również można zapytać – tylko warto zrobić to w odpowiednim momencie i w szerszym kontekście. Niektóre pytania, zadane za wcześnie, mogą zbudować niezamierzone złe wrażenie.
- Mówisz: „Nie jesteście jedyną firmą, do której wysłałem CV”.
Za każdym razem, gdy pada to zdanie zastanawiam się, po co kandydaci je wypowiadają. Rekruter doskonale wie, że kandydaci aplikują do wielu firm – tak samo jak kandydaci wiedzą, że pracodawca rozmawia z różnymi osobami. Taka informacja nie wnosi nic wartościowego do rozmowy, a może sprawić wrażenie, że ta konkretna oferta nie jest dla Ciebie szczególnie ważna. Znacznie lepiej powiedzieć, dlaczego zainteresowała Cię właśnie ta firma i ta rola. Pracodawca nie oczekuje wyłączności. Oczekuje autentycznego zainteresowania. To zasadnicza różnica.
- Mówisz: „Nie miałem czasu zajrzeć na stronę firmy”.
To jedno z tych zdań, które trudno dobrze odebrać. Przyznanie, że przed rozmową nie znalazło się nawet kilku minut na poznanie pracodawcy, brzmi tak, jakby aktor wyszedł na scenę, nie znając swojej roli. Spektakl się odbędzie, ale trudno oczekiwać owacji. Nie oczekuję znajomości całej historii firmy ani każdego szczegółu z jej strony internetowej. Wystarczy podstawowa wiedza: czym zajmuje się organizacja, jakie oferuje produkty lub usługi i w jakiej branży działa. Kilkanaście minut przygotowania może pokazać, że traktujesz spotkanie poważnie i że nie trafiłeś na rozmowę przypadkiem.
- Pytasz: „Jak mnie Pani ocenia?”
To trochę tak, jakby aktor zapytał widzów o ocenę spektaklu jeszcze przed opuszczeniem kurtyny. Rozmowa rekrutacyjna zwykle nie jest momentem, w którym zapada ostateczna decyzja. Po spotkaniu przychodzi czas na analizę, porównanie kandydatów i konsultacje z menedżerem. Zamiast oczekiwać werdyktu, lepiej zapytać o przewidywany termin decyzji lub możliwość otrzymania informacji zwrotnej. Takie pytania pokazują zainteresowanie i profesjonalne podejście. Na ocenę przyjdzie czas. W teatrze brawa rozlegają się dopiero wtedy, gdy kurtyna opadnie. Z rekrutacją jest podobnie.
Na zakończenie – z przymrużeniem oka (Modlitwa żaby, Anthony de Mello, SJ).
Grupka przyszłych ojców nerwowo siedziała w hallu. Pielęgniarka skinęła na jednego z nich i powiedziała: „Gratuluję, ma pan syna”. Na to jeden z pozostałych zerwał się i zawołał: „Hej, co to ma znaczyć? Przyszedłem tu dwie godziny wcześniej od niego”. Niestety, niektóre rzeczy wymykają się zorganizowaniu.
Na szczęście rozmowa kwalifikacyjna do nich nie należy 😊 Powodzenia!
Autorka: Dorota Binasiak Ekspert ds. Rekrutacji, Akredytowany konsultant metody Insights Discovery
Ostatnie publikacje
Publikacje
„Dlaczego nie?” Kilka słów o informacji zwrotnej dla kandydatów
2026-07-09
„Dlaczego nie?” Kilka słów o informacji zwrotnej dla kandydatów
Informacja zwrotna dla kandydatów: po co, czy trzeba, czy warto? Ten temat od dawna chodził mi po głowie, natomiast impulsem, żeby napisać o nim teraz stały się słowa jednego z menedżerów: „Nie widzę potrzeby, żeby powiedzieć kandydatowi, dlaczego nie został wybrany”. Czy brak potrzeby po stronie rekrutującego oznacza automatycznie, że nie ma jej również kandydat? Czy osoba, która wzięła udział w procesie rekrutacji nie ma prawa wiedzieć, dlaczego nie otrzymała oferty? W tym felietonie rzecz będzie o tym, czy warto mówić kandydatom „dlaczego nie?”
Nie mierz innych swoją miarką
W poradnikach i artykułach poświęconych informacji zwrotnej nie brakuje wskazówek dotyczących tego, jak udzielać feedbacku kandydatom. Zamiast jednak powielać teorię, chcę podzielić się własną perspektywą – opartą na doświadczeniu i wielu przeprowadzonych rozmowach rekrutacyjnych. Dlaczego osoby prowadzące rekrutacje nie przekazują informacji zwrotnej? Najprostsza odpowiedź brzmi: ponieważ to wcale nie jest łatwe. A gdy przyjrzymy się temu bliżej, okazuje się, że powodów jest znacznie więcej. Oto te, które – z mojego doświadczenia – najczęściej pojawiają się po stronie osób rekrutujących.
- Nie wiedzą co i jak powiedzieć. Nawet jeśli rekruter lub menedżer ma za sobą szkolenia i zna zasady udzielania informacji zwrotnej, teoria to jedno, a praktyka drugie. Każda rozmowa dotyczy konkretnej osoby, konkretnej sytuacji i konkretnych emocji. Nie istnieje uniwersalny scenariusz, który zadziała zawsze. Dlatego wielu rekruterów odkłada feedback na później… aż w końcu nie udziela go wcale. W dalszej części felietonu przedstawię moje podejście do tego zagadnienia.
- Boją się podjąć ryzyko. Każda decyzja rekrutacyjna jest obarczona większym lub mniejszym ryzykiem. Nigdy nie mamy stuprocentowej pewności, że wybrana osoba okaże się najlepszym pracownikiem, „że to tylko ten, właśnie ten”, nawiązując do słów piosenki. Podobnie jak nie możemy z pełnym przekonaniem stwierdzić, że kandydat odrzucony na pewno by się nie sprawdził. Decyzja rekrutacyjna to również ryzyko biznesowe i finansowe – zatrudnienie, wdrożenie, szkolenia czy zmieniające się potrzeby firmy.
- Nie chcą mierzyć się z emocjami kandydatów. Nie czarujmy się, to nie są miłe rozmowy. Czasem decyzje opierają się na twardych kompetencjach. Trudniej jest jednak wtedy, gdy w grę wchodzą kwestie „miękkie” – styl funkcjonowania, sposób bycia czy po prostu brak nici porozumienia. Nie każdy kandydat przyjmuje feedback ze zrozumieniem i pokorą. Reakcje mogą być różne: rozczarowanie, żal, a czasem nawet złość. To właśnie tych niedobrych emocji się boimy. I właśnie tej konfrontacji wiele osób zwyczajnie woli uniknąć.
- Zakładają, że kandydat nie potrzebuje feedbacku. Rekrutujący patrzą przez swój pryzmat: „ja nie czuję takiej potrzeby”. To jedna z najczęstszych pułapek. Zawsze powtarzam: nie mierz innych swoją miarką. Nie patrz na kogoś wyłącznie przez pryzmat tego, czego ty byś chciał i czego ty potrzebujesz. Każdy kandydat ma inne potrzeby, doświadczenia i oczekiwania. Dla jednej osoby brak feedbacku będzie drobiazgiem, dla innej – źródłem frustracji i poczucia, że jej czas oraz zaangażowanie nie zostały uszanowane.
- Są przekonani, że brak odpowiedzi jest wystarczającym sygnałem. Rzeczywiście – milczenie także potrafi być odpowiedzią. Warto jednak zastanowić się, czy informacja zwrotna jest jedynie kwestią uprzejmości, czy może jednym z fundamentów profesjonalizmu i dojrzałych relacji zawodowych.
Jak więc udzielić informacji zwrotnej, aby nie brzmiała sztampowo, a jednocześnie była wartościowa? Moim zdaniem warto kierować się prostą zasadą: krótko, konkretnie i po ludzku.
- Krótko. To naprawdę nie musi być wykład ani kilkunastominutowy monolog. Wystarczy kilka zdań, które w prosty sposób wyjaśnią kandydatowi, dlaczego nie otrzymał oferty.
- Konkretnie. Informacja zwrotna ma dawać odpowiedź, a nie pozostawiać jeszcze więcej pytań. Zamiast ogólników typu: „Wybraliśmy lepiej dopasowanego kandydata”, warto wskazać konkretny powód decyzji. Tylko wtedy feedback ma wartość.
- Bez pustych frazesów. Kandydaci bez trudu rozpoznają komunikaty, które brzmią jak firmowy szablon albo korporacyjny slogan. Takie formułki nie wnoszą żadnej wartości i często frustrują bardziej niż brak informacji zwrotnej.
- Z empatią. Po drugiej stronie jest człowiek, który poświęcił czas na przygotowanie się do procesu rekrutacyjnego i miał nadzieję na pozytywny finał. Nawet jeśli decyzja jest odmowna, sposób jej przekazania ma znaczenie.
- Po ludzku. Nie trzeba posługiwać się skomplikowanym językiem ani HR-owym żargonem. Jasny komunikat, szczerość i szacunek wobec drugiej osoby sprawdzają się najlepiej.
Cliffhanger w rekrutacji
W rekrutacji brak informacji zwrotnej jest jak cliffhanger w serialu, filmie albo książce – akcja urywa się w najbardziej napiętym, najciekawszym momencie, a człowiek ciągle się zastanawia, co właściwie się wydarzyło. W kontekście feedbacku chodzi o to, że brak odpowiedzi po rekrutacji zostawia kandydata w stanie niepewności.
Samo słowo cliffhanger pochodzi od angielskiego określenia oznaczającego dosłownie „wiszącego na klifie”, wiszącego nad przepaścią. Wyobraź sobie więc następnym razem – jako rekruter lub pracodawca – że osoba, której nie przekazujesz informacji zwrotnej, właśnie symbolicznie „wisi na klifie”, czekając na zakończenie swojej historii. Może to mocne porównanie, ale dobrze pokazuje, jak duże znaczenie może mieć kilka zdań informacji zwrotnej i jak ważne jest to dla kandydatów.
Dlaczego warto udzielać informacji zwrotnej?
- Bo budujesz wizerunek swój i firmy jako profesjonalistów.
- Bo pozostawiasz kandydata z poczuciem, że został potraktowany z szacunkiem.
- Bo nigdy nie wiesz, kiedy i w jakiej roli ponownie spotkasz tę osobę.
- Bo ta osoba może w przyszłości zostać Twoim klientem, partnerem biznesowym lub polecić Twoją firmę innym. Sposób, w jaki została potraktowana podczas rekrutacji, może mieć wpływ na jej decyzje.
Dla kandydata informacja zwrotna to zamknięcie pewnego etapu, a dla pracodawcy – niewielki wysiłek, który buduje dobrą markę pracodawcy. Warto więc pamiętać, że najgorszy feedback to jego brak.
Co jest lepszego od tytułu baroneta?
Wpływowy brytyjski polityk wciąż nie dawał spokoju Disraelemu (dwukrotnemu premierowi Wielkiej Brytanii), prosząc go o tytuł baroneta. Premier zdołał odmówić mu, nie raniąc jednocześnie jego uczuć. Rzekł: „Przykro mi, lecz nie mogę ci nadać tytułu baroneta, ale za to mogę ci dać coś lepszego – możesz opowiadać swym przyjaciołom, że zaproponowałem ci tę godność, a ty mi odmówiłeś” (Modlitwa Żaby, Anthony de Mello SJ).
Autorka: Dorota Binasiak Ekspert ds. Rekrutacji, Akredytowany konsultant metody Insights Discovery
Ostatnie publikacje
Publikacje
Nie zgadzam się z Tobą – zdanie, które nie zmienia niczego czy zmienia wszystko?
2026-06-18
Czy jedno krótkie zdanie: „Nie zgadzam się z tobą” jest tylko niewinnym stwierdzeniem różnicy zdań i niczego nie zmienia w komunikacji, czy też potrafi całkowicie zmienić bieg rozmowy? Czy wypowiedziane podczas rozmowy o pracę jest strzałem w stopę? Łatwość nawiązywania kontaktów i komunikatywność to cechy, które często kandydaci wpisują w CV i podają jako swój atut podczas rozmów rekrutacyjnych. Czy jednak rzeczywiście te cechy świadczą o umiejętności komunikacji? Niekoniecznie.
Zdanie, które zmienia wszystko?
Wśród różnic międzyludzkich jest i ta – wrażliwość na słowa. Nie zawsze warto kruszyć kopie o niefortunne sformułowanie wypowiedziane bez złych intencji. Są jednak takie słowa i zwroty, które potrafią wpłynąć na dalszy przebieg rozmowy. Do moich „ulubionych” należy zdanie: „Nie zgadzam się z tobą”. Potrafi ono zmienić dynamikę dialogu o 180 stopni. Dla jednych staje się przyczynkiem do wartościowej wymiany argumentów, dla innych jest początkiem kłótni albo końcem rozmowy. Są takie, w których nikt nie zwróci uwagi na tę różnicę, i takie, w których to jedno zdanie zmienia atmosferę całej dyskusji.
Rzucenie tego zdania na rozmowie kwalifikacyjnej to zwykle strzał w stopę. Nie jest to najlepszy pomysł i zwykle nie działa na korzyść kandydata. Nie dlatego, że kandydat zawsze musi przytakiwać rekruterowi lub pracodawcy. Chodzi o to, że rekrutacja to nie pole bitwy, nie czas i nie miejsce, żeby udowadniać kto ma rację czy punktować rozmówcę.
Komunikacja a komunikatywność
Wielu z nas uważa się za osoby komunikatywne. Tyle że komunikatywność nie zawsze oznacza umiejętność komunikacji. Można mówić dużo i sprawnie, a jednocześnie nie potrafić słuchać. Można łatwo nawiązywać kontakty, ale mieć trudność z prowadzeniem prawdziwego dialogu. A właśnie wtedy, gdy pojawia się różnica zdań, najpełniej ujawnia się jakość naszej komunikacji.
Komunikacja to znacznie więcej niż swobodne mówienie czy nawiązywanie relacji. To także zdolność słuchania, prowadzenia dialogu i konfrontowania odmiennych opinii.
Prawdziwa komunikacja zaczyna się wtedy, gdy próbujemy zobaczyć perspektywę drugiej strony.
Wyobraź sobie taką sytuację: jesteś w restauracji, czekasz na zamówione danie, a kelner stawia przed Tobą coś zupełnie innego. Co robisz? Udajesz, że nic się nie stało i zjadasz to, co przyniesiono? Spokojnie zwracasz uwagę, że zaszła pomyłka, i prosisz o właściwe zamówienie? A może wybuchasz oburzeniem, zastanawiając się głośno, jak w ogóle można było popełnić taki błąd?
To prosty przykład pokazujący, że niemal każda sytuacja daje nam wybór. Możemy zareagować odruchowo albo świadomie, powiedzieć coś w sposób, który buduje porozumienie, albo taki, który niepotrzebnie wywołuje opór. Niemal na wszystko w życiu można zareagować co najmniej na dwa sposoby albo powiedzieć w dwojaki sposób.
Mąż wysłał żonie wiadomość: „Będę za chwilę”. Po dwóch godzinach wrócił do domu zdziwiony jej chłodnym przyjęciem. Dla niego „za chwilę” oznaczało „jak skończę spotkanie i załatwię kilka spraw”. Dla niej – najwyżej kilkanaście minut. Nikt nie skłamał, nikt nie miał złych intencji, a jednak obie strony czuły się rozczarowane.
Czasem do nieporozumienia nie potrzeba wielkich błędów komunikacyjnych. Wystarczy jedno słowo, które każdy rozumie trochę inaczej. Wystarczy również jedno zdanie, żeby nie zawsze świadomie ustawić siebie i rozmówcę po przeciwnych stronach barykady.
Co zamiast?
Jak zastąpić to zdanie, które może działać jak płachta na byka i ustawiać rozmowę w konfrontacyjnym tonie? Zamiast: „Nie zgadzam się z tobą” możesz powiedzieć tak:
- „widzę to inaczej”
- „mam inne zdanie, mam inną opinię”
- „mam na ten temat odmienne zdanie”
- „rozumiem twój punkt widzenia, natomiast mam inne wnioski”.
Sens pozostaje podobny, ale sposób wyrażenia go wywołuje zupełnie inne emocje i reakcje. „Nie zgadzam się z tobą” i „mam inne zdanie” oznaczają właściwie to samo, ale brzmią inaczej. W każdym przypadku przekaz jest taki: nie podzielam twojej opinii. Jednak pierwsze zdanie może zostać odebrane jako bardziej kategoryczne i konfrontacyjne, bo akcentuje sprzeciw, podczas gdy kolejne częściej zachęcają do dalszej rozmowy.
Nie oznacza to, że zwrot: „Nie zgadzam się z tobą” jest zły. Czasami jest najbardziej uczciwy i precyzyjny. Chodzi raczej o to, że słowa uruchamiają określone skojarzenia i emocje. Nie tylko przekazują informacje – kształtują także relacje między ludźmi. Gdy ktoś słyszy „mam inne zdanie”, łatwiej dostrzec, że istnieją dwie perspektywy. Niby niewielka zmiana, a potrafi zadecydować o tym, czy rozmowa zamieni się w spór, czy pozostanie wymianą myśli.
A kto powiedział, że zawsze trzeba się z kimś zgadzać albo nie zgadzać?
A kto powiedział, że każda myśl wymaga bezwarunkowej zgody albo stanowczego sprzeciwu? Przecież czasem można po prostu zostać przy swoim zdaniu, bez niepotrzebnego spierania się i przekonywania kogoś na siłę. Kto powiedział, że w każdej rozmowie musimy rozstrzygnąć, kto ma rację? Tak jak nie każda rozmowa musi mieć zwycięzcę, tak nie każdy temat wymaga dalszej polemiki – czasem wystarczy pozostawić go bez komentarza.
Wujek Jerzy
Pewne małżeństwo wracało z pogrzebu wujka Jerzego, który mieszkał z nimi przez dwadzieścia lat i uprzykrzał im życie. „Jest coś, o czym muszę Ci powiedzieć, kochanie”, rzekł mąż. „Gdyby nie moja miłość do Ciebie, nie wytrzymałbym z tym twoim wujkiem ani jednego dnia”. „Z moim wujkiem?” wykrzyknęła żona. „Myślałam, że on jest twoim wujkiem” (Modlitwa Żaby, Anthony de Mello SJ).
Nie zachęcam do rezygnacji ze słów: „Nie zgadzam się z Tobą”. Zachęcam do tego, żeby czasem zastąpić je bardziej otwierającym stwierdzeniem: „Mam inne zdanie”. To jak? „Nie zgadzam się z tobą” – słowa bez znaczenia czy siła zmieniająca świat?
Przeczytaj też: https://hskconsulting.pl/efektywna-komunikacja-insights-discovery/
Autorka: Dorota Binasiak Ekspert ds. Rekrutacji, Akredytowany konsultant metody Insights Discovery
Ostatnie publikacje
Publikacje
Nigdy nie grasz sam, czyli asysta do zawodowego powrotu
2026-05-28
„You’ll never walk alone” (Nigdy nie będziesz szedł sam) – słowa tej piosenki stały się hymnem kilku piłkarskich klubów na świecie. Także w Polsce jest stadion, na którym można zobaczyć je na fladze sektorowej. Początkowo miały nieść nadzieję rodzinom dotkniętym wojną, później stały się symbolem wsparcia – zarówno na boisku, jak i poza nim. Każdy człowiek w trudnym momencie potrzebuje poczucia, że nie został sam. Osoba szukająca pracy również. W codziennym pędzie czasem zapominamy, że za każdym CV stoi człowiek – niepewny jutra, dryfujący jak samotny biały żagiel.
Bez pracy czas biegnie inaczej
Odwiedzając różne miejsca – w kraju i za granicą – lubię przyglądać się temu, jak w danym miejscu toczy się codzienne życie. Zwyczajne, proste. Ktoś siedzi z kawą w małej kawiarni, ktoś wraca z zakupami, obok przejeżdża samochód, ktoś gdzieś się spieszy. Życie płynie swoim rytmem. Lubię obserwować ten ruch, ale też być jego częścią, bo „Życie rodzi energię – energia tworzy energię” (Eleanor Roosevelt).
Piszę o tym dlatego, że codzienność osoby poszukującej pracy wygląda często inaczej. Dni tracą swój stały rytm, a czas zaczyna płynąć w zupełnie inny sposób. Mniej spotkań, mniej rozmów, mniej poczucia uczestniczenia w tym codziennym pędzie. Świat wokół nadal biegnie, ale człowiek bez pracy jakby stał obok niego.
Wiele lat temu razem z przyjaciółką prowadziłyśmy warsztat dla osób pozostających bez pracy. Próbowałyśmy pokazać uczestnikom, że nawet w tak trudnym czasie można dostrzec jasne strony – więcej wolnego czasu, mniej codziennego stresu, możliwość odpoczynku, rozwijania zainteresowań czy udziału w kursach i szkoleniach. Niemniej to trochę tak, jak proponować deser komuś, kto nie jadł jeszcze obiadu. Praca jest jedną z podstawowych potrzeb człowieka – daje nie tylko bezpieczeństwo finansowe, ale też poczucie sprawczości, rytm dnia i miejsce wśród ludzi. Gdy ta potrzeba jest niezaspokojona, trudno skupić się na innych aspektach życia.
Moja asysta, czyli tam, gdzie podaję piłkę
Czasem znajomi lub osoby z dalszego otoczenia proszą mnie o pomoc w znalezieniu pracy. Z zewnątrz może się wydawać, że ktoś, kto na co dzień działa blisko rynku pracy, ma w ręku gotowe rozwiązania i może „załatwić” komuś zatrudnienie. Rzeczywistość wygląda jednak inaczej. Jako rekruterka w agencji rekrutacyjnej prowadzę procesy dopasowane do konkretnych potrzeb pracodawców. Każda rekrutacja to nowe poszukiwania. Nie szukam pracy dla danej osoby – szukam odpowiedniej osoby do określonej roli – wtedy, kiedy pojawia się wakat.
Jeśli jednak widzę, że ktoś pasuje do prowadzonego przeze mnie procesu, zawsze zapraszam go do udziału w rekrutacji. W taki sposób mogę realnie pomóc.
Poza tym staram się wspierać ludzi zwykłą, ludzką życzliwością. Czasem jest to wskazówka dotycząca CV czy podpowiedź, co warto powiedzieć podczas rozmowy kwalifikacyjnej, a czego lepiej unikać. Dzielę się swoim doświadczeniem i wiedzą o rynku pracy oraz pracodawcach. Robię to chętnie i bezinteresownie, bo wiem, że dla osoby szukającej pracy nawet niewielkie wsparcie może mieć ogromne znaczenie.
Sam wobec decydującego karnego
Skoro jesteśmy przy sportowych skojarzeniach – poszukiwanie pracy można porównać do meczu piłki nożnej. Nie każdy strzela gole, ale czasem równie ważna jest asysta. W piłce nożnej określenie „bramka padła z asysty” oznacza, że gol został strzelony po podaniu od innego zawodnika, któremu zalicza się właśnie asystę.
Tak samo bywa na rynku pracy. Ktoś podpowie o ofercie, ktoś poprawi CV, ktoś poleci kandydata lub doda mu odwagi przed rozmową kwalifikacyjną. Te gesty nie zawsze są widoczne, ale często mają ogromne znaczenie.
Ostatni krok należy jednak do danej osoby, która jest w tym sama. Trener, drużyna i kibice mogą wspierać, trzymać kciuki i wierzyć w sukces, ale ostatecznie to jeden zawodnik podchodzi do piłki i oddaje strzał z rzutu karnego.
Podobnie jest z poszukiwaniem pracy. Można otrzymać pomoc, wskazówki i wsparcie, ale ten ostatni krok – wysłanie CV, rozmowa rekrutacyjna, zmierzenie się z oceną i niepewnością – należy już do konkretnej osoby. I właśnie wtedy najbardziej potrzebne jest poczucie, że mimo wszystko nie idzie się całkiem samemu.
Pozwólcie, że zacytuję słowa z facebookowego profilu Miłosny Algorytm:
„Możesz myśleć, że jesteś zupełnie nic nieznaczący na tym świecie, ale ktoś pije kawę każdego ranka z ulubionego kubka, który mu dałeś. Ktoś usłyszał w radiu piosenkę, która mu o tobie przypomniała. Ktoś przypomniał sobie twój żart i uśmiechnął się. Ktoś kocha siebie trochę bardziej, bo mu powiedziałeś komplement. Nigdy nie myśl, że nie masz żadnego wpływu na czyjeś życie. Śladu, który zostawiasz po sobie nawet kilkoma dobrymi uczynkami, nie da się zatrzeć”.
Nigdy nie będziesz szedł sam („You’ll never walk alone”)
Z jednej strony poszukiwanie pracy jest samotną walką – pełną niepewności, czekania i prób radzenia sobie z własnymi emocjami. Z drugiej jednak nikt z nas nie żyje w próżni. Każdy jest częścią społeczeństwa. Dlatego pomagajmy. Czasem konkretną ofertą pracy, czasem poleceniem albo zainteresowaniem, rozmową czy dobrym słowem. A do pracodawców warto powiedzieć jedno: po drugiej stronie procesu rekrutacyjnego zawsze stoi człowiek. Nie tylko kandydat, numer w systemie czy kolejne CV, ale ktoś, kto po prostu chce i potrzebuje pracy – dla bezpieczeństwa, poczucia wartości, normalności. Bo każdy człowiek w trudnym momencie potrzebuje poczucia, że nie został sam. You’ll never walk alone.
Autorka: Dorota Binasiak Ekspert ds. Rekrutacji, Akredytowany konsultant metody Insights Discovery